Elżbieta Krzesińska
Elżbieta Krzesińska nie zawiodła. Z dalekiego, australijskiego miasta nadszedł meldunek, że wygrała konkurs skoku w dal i rezultatem 6,35 m wyrównała swój rekord świata. „Z sukcesu cieszyłam się ogromnie, chociaż wynik mnie nie zadowolił. Ale mogło być inaczej. Czułam to, byłam we wspaniałej formie, lecz nie potrafiłam dać sobie rady z rozbiegiem. Najdłuższy skok wykonałam prawie z miejsca, dwa minimalnie spalone miałam w granicach 6,70 - 6,80 m. Wówczas w Melbourne z pewnością mogłam ustanowić rekord świata w stylu Beamona. Stałam więc na podium, myślałam o krzywdzie i straconej szansie na rekordowy skok oraz o mężu, który pozostał w Polsce. Potem, gdy zabrzmiały dźwięki Mazurka Dąbrowskiego i zobaczyłam polską flagę wciąganą na najwyższy maszt przykre refleksje odpłynęły. Pozostała radość, że ja, dziewczyna z Polski, zniszczonego w czasie wojny kraju, stoję na najwyższym podium, a obok radziecka zawodniczka Dwaliszwili i Amerykanka White. Byłam dumna, i że wygrałam w szlachetnej sportowej walce z przedstawiciel-•' kami dwóch najpotężniejszych krajów." Powtórzyć sukces olimpijski, jeszcze raz walczyć o złoty medal i wygrać - to było jej postanowienie. A jednak czteroletni okres dzielący igrzyska olimpijskie wykorzystała Elżbieta Krzesińska na zakończenie studenckiej edukacji. Dopiero w zimie z 1959 na 1960 rok mogła przystąpić do realizacji szczegółowo opracowanego planu treningowego, który nazwała wraz z mężem „operacja rekord świata".
Sklep internetowy | wagi platformowe |