Na pierwsze przedturniejowe
Na pierwsze przedturniejowe, oficjalne już badanie, poszedł z plastrem na dłoni. Te kilka sekund dzielące go od oględzin do decyzji lekarza, wydały mu się najdłuższą rundą w życiu. Usłyszał jednak wreszcie: „tak". Sudańczyk Marchio, a potem Amerykanin James Buscame. Obydwaj jakby zapomnieli, że Polak walczy przecież tylko jedną ręką, że ciosy z prawej wyprowadza tylko w ostatecznym przypadku... A w kilka dni później - Irlandczyk Nash. Krępy, silnie zbudowany, przedwcześnie kreowany na faworyta tej kategorii. I znów Szczepański wygrał jedną ręką. W 75 sekundzie trzeciej rundy, Wyspiarz widząc, że to nie przelewki, rzucił wszystko na jedną szalę. Także umiejętność faulowania. Nie przewidział jednak, że sędzia dostrzeże te sztuczki. Nasha odesłano do rogu. A potem wolny los. Paul-sen przegrał z Mbuguą, lecz Kenijczyk wyszedł z walki z kontuzją obojczyka. Był finał i już co najmniej srebrny medal bez dodatkowego szarpania sił i nerwów. Ale czy to rozwiązanie rzeczywiście najlepsze? Te dni oczekiwania na finałowy pojedynek spalały organizm bardziej, niż dziewięć minut najostrzejszej nawet walki. Zwłaszcza u Szczepańskiego, który nagle stanął w obliczu szansy, o jakiej marzą miliony... Wyszedł jednak na ring na mocnych nogach. „Wygrasz!" - wmawiał sobie, choć wiedział, że rachuby te budował tylko na fakcie porażki Węgra z Rumunem Vasile w Madrycie. Laszło Orban to przecież jednak także mistrz Europy i w dodatku o wiele młodszy. Nosi to samo imię, co najsłynniejszy z węgierskich pięściarzy - Papp, który teraz mu sekundował.
Malowanie Proszkowe | urządzenia kosmetyczne | Rapidshare