Nie gorzej — a złośliwi
Nie gorzej - a złośliwi konsumenci twierdzili, że lepiej - znał się na boksie. Był rok 1956 i zbliżał się pierwszy krok pięściarski. Chyba właśnie w tym okresie częściej niż zazwyczaj na drzwiach masarni pojawiała się tabliczka „zamknięte do. odwołania". Bo mistrz topora i kiełbasianych receptur ko-< chał naprawdę boks. Był po trosze działaczem, który chciał Jakoś zaradzić posusze na miejscowym ringu. Wybrał więc kilku najlepszych szkolnych „bitników" i otoczył ich opieką. Urządził trzydniowe zgrupowanie, z przerwami jedynie na sen i zajęcia lekcyjne. Pupilkowie rzeźnika działacza zrobili w turnieju furorę, u największą Jasio, bezkonkurencyjny w swej kategorii. Obserwatorów nie brakowało, bo wiadomo, że każdy pierwszy krok jest giełdą talentów. Stąd kolejne etapy ciernistej drogi sławy. Zduńska Wola, Tomaszów... W rodzinnym Tomaszowie, w klubie „Pilica" poczuł, że wreszcie łapie wiatr w żagle. Wygrywał, zaczął po raz pierwszy serio wierzyć w swe siły, stawał się „kimś"... Od szczeniaków zadzierających nosa po pierwszej wygranej różnił się jednak tym, że zdawał sobie spraw- z własnych niedostatków. Był młody, jeszcze czasem w naturalnym odruchu przymykał oczy, gdy rywal wyprowadzał silniejszy cios.
Rapidshare | |