W połowie sierpnia
W połowie sierpnia, przed ósmym turniejem o „Złoty Kask", w którym najlepsi polscy żużlowcy mieli stoczyć na torze Stadionu Śląskiego decydującą walkę o nominacje na finalistów, w ogóle nie chciał pojechać do Chorzowa. Przeżywał głęboko śmierć matki, a poza tym miał jeszcze żywo w pamięci niepowodzenie w decydującym akcie mistrzostw świata w Goeteborgu w 1971 roku, kiedy to na'skutek błędów popełnionych podczas organizowania jego wyjazdu na tę imprezę, nie zdobył ani jednego punktu. Dopiero po usilnych naleganiach Andrzeja Grodzkiego wsiadł do samochodu odjeżdżającego na Stadion Śląski. Nie chciał pojechać do Chorzowa także dwa tygodnie później, tym razem na zbiórkę uczestników największego żużlowego spektaklu roku. Wokół decyzji wyznaczającej go do startu toczyła się ożywiona dyskusja, a jej echa docierały doń w różnej formie i nie stwarzały mobilizującej atmosfery. Sprawę przesądził, jak przed dwoma laty, Rościsław Słowiec-ki. „Jerzy Szczakiel wywalczył swoje miejsce w finale mistrzostw świata i nie wolno mu tego miejsca odbierać" - poh wiedział w dyskusji zakończonej dopiero na kilka godzin przed uruchomieniem maszyny startowej przez sędziego zawodów. Ponad 90 tysięcy widzów i kilkudziesięciu fotoreporterów dopiero po trzeciej rundzie wyścigów zorientowało się, że największe szanse zdobycia tytułu ma outsider, ten, którego stawiano na straconej pozycji. Od tego momentu wokół Szcza-kiela zrobił się ruch.
Malowanie Proszkowe | Piece co | Marketing