Wyczuwam w słowach pani Elżbiety pewien dystans do uprawianej przez nią dyscypliny. Tak było zawsze. Jakby z wyrachowaniem oceniała prawidłowo zjawiska tworzące pełny obraz. Może dlatego na ogół trafnie potrafiła w chwilach istotnych podejmować decyzje słuszne, jak wykazała praktyka późniejszych lat. Może też dlatego utarło się o niej powiedzenie, iż jest zawodniczką nazbyt samodzielną, a więc trudną, gdyż nie dawała prowadzić się za rękę.
W 1953 roku, gdy talent Elżbiety Duńskiej-Krzesińskiej był już powszechnie uznany, zawezwano ją do AWF w Warszawie przed areopag sławnych trenerów, którzy mieli zade- / cydować kto poprowadzi ją do rekordu świata, a może i medalu olimpijskiego. Na oczach młodej sportsmenki rozpoczął się przetarg. Wreszcie po godzinnej kłótni stała się rzecz nieoczekiwana.
„Cała ta scysja i licytacja o moją osobę - wspomina pani
Elżbieta - wywołała u mnie niesmak. Zbuntowałam się i zapytałam: Czy panowie już skończyli?
Zapadła cisza, wszyscy byli skonsternowani, zaskoczeni moim zuchwalstwem, agresywnością i oburzeniem - co zresztą można było wyczytać z ich twarzy. Niesamowite. Ważą się jej losy, jej przyszłość, a ona jakby nigdy nic przerywa dysputy starszych... Od dzisiejszego dnia trenować mnie będzie Andrzej Krzesiński - zakończyłam spory." tajlandia last minute | Rapidshare | Program do rachunków - darmowy
|